Przejdź do głównej zawartości

O dwóch twarzach filantropa. "Tylko niewinni" Rachel Abbott.


          Ostatnio przeczytałem kilka reportaży pod rząd. Potrzebowałem jakiejś zmiany tematycznej i postanowiłem sięgnąć po coś z thrillerów/sensacji. Wcześniej nie miałem szczęścia do tego typu powieści, bo wpadła mi w ręce trylogia Bena Wintersa, która średnio mi "podeszła". Czy "Tylko niewinni" Rachel Abbott sprawi, że wrócę do thrillerów? Recenzowaną książkę przeczytałem w aplikacji Legimi (zachęcam do przetestowania).

          „Tylko niewinni” jest to pierwszy tom przygód/śledztw/spraw kryminalnych prowadzonych przez nadinspektora Toma Douglasa.

          W zasadzie to nie wiem jak odnieść się do tej książki. Od strony technicznej, książka pisana jest raczej prostym, nieskomplikowanym językiem, więc pomimo znacznej "opasłości" czyta się ją umiarkowanie szybko. Dla jednych będzie to z pewnością zaletą, ale czytelnicy spodziewający się bardziej rozbudowanego i zróżnicowanego języka mogą czuć się wg mnie rozczarowani.
Fabuła. Oczywiste jest, że zbrodnia wymyślona przez autorkę, ma szokować od pierwszych stron, a potem ma być jeszcze mroczniej. Ofiarą, znalezioną w dość nietypowej sytuacji, jest powszechnie znany multimilioner i filantrop Hugo Fletcher. Jest on osobą o nieposzlakowanej opinii, która wykorzystuje zdobyty przez pokolenia majątek rodzinny, pomagając kobietom pochodzącym z Europy Środkowej i Wschodniej, będącym ofiarami handlu ludźmi. Co musiało się wydarzyć, aby ktoś był skłonny zabić tego „anioła” wśród bogaczy? W toku rozwoju fabuły pojawiają się kolejne ślady i kolejni podejrzani.
          To co mnie trochę irytowało, to ciągła rekapitulacja, tego co zostało odkryte w toku śledztwa. Ja rozumiem, że autorka wykorzystała motyw odpraw policyjnych, w celu usystematyzowania informacji pozyskiwanych przez detektywów w toku trwającego dochodzenia. Jednak dla w miarę ogarniętego czytelnika, śledzenie rozwoju całej sprawy nie jest aż tak wielkim wyzwaniem, bo intryga nie jest jednak aż tak bardzo skomplikowana. Dodatkowo nadinspektor Douglas co jakiś czas spotyka się ze swoim przełożonym, któremu również są przekazywane postępy w śledztwie. I gdyby te rozmowy jakoś posuwały śledztwo do przodu, albo wypracowywano by w ich trakcie jakieś rozwiązania, to miałyby one sens. A tak, w mojej opinii, są tylko zapychaczami miejsca.
Sir Hugo poznał swoją przyszłą żonę Laurę, w trakcie wręczania nagród za produkcje filmowe. Okazuje się, że Laura zdobywa główną nagrodę za film o przemocy psychicznej, która ujawnia się pomiędzy małżonkami. Okazuje się, że Hugo bardzo szybko uzależnia swoją przyszłą żonę od siebie. Co ciekawe kobieta ta jest całkowicie w niego zapatrzona i kompletnie nie zauważa tej patologicznej sytuacji… Noszzzzz, ludzie!!! Zastanawiam się jak to możliwe ze kobita zdobyła główną nagrodę w bardzo ważnym festiwalu filmowym, właśnie za obraz o patologicznych relacjach w rodzinie, a nie jest w stanie zobaczyć, że ma do czynienia z podobną sytuacją we własnym domu… Serio?!?!?!
To co na pewno może rozczarować, to sposób w jaki główny bohater (Tom Douglas), doszedł do rozwiązania sprawy morderstwa i co z tego wynikło. Zastosowany przez autorkę wybieg, wydaje się być idealny w sytuacji kiedy autorka straciła panowanie nad własną fabułą i tak dalece ją pogmatwała, że na ratunek może przyjść już tylko zwykły przypadek. Zresztą Abbott wykorzystuje „przypadek” do popchnięcia fabuły naprzód nie pierwszy raz – wcześniej młoda posterunkowa podsłuchuje rozmowę trzech kobiet, która również skierowuje śledztwo na nowe tory. W mojej opinii autorka będąca pomysłodawczynią całej fabuły i tempa w jakim rozwija się akcja, mogła w taki sposób ja zaplanować, żeby nie powtarzać tych samych rozwiązań technicznych w jednej historii. Wydaje się, że dla autorki nie istnieje problem konfliktu etycznego, któremu poddany jest główny bohater, a będącego konsekwencją przyjętego przez autorkę sposobu rozwiązania całej intrygi. I bynajmniej nie chodzi mi o rozwijającą się relację pomiędzy Tomem i Laurą. Jeśli autorka rozważała kiedykolwiek problem etyczny związany z tą sytuacją, to w książce jej przemyślenia są raczej słabo odzwierciedlone. No chyba, że dla autorki zaistniały konflikt etyczny nie jest problemem, a wtedy… cóż to jeszcze gorzej dla czytelnika.
          Ciekawym rozwiązaniem było wprowadzenie innej formy narracji, a mianowicie listów które Laura pisała do swojej przyjaciółki Imogen, a których nigdy do niej nie wysłała. Przybliżają one historię małżeństwa Hugona i Laury. Zabieg, wg mnie całkiem udany, choć poprzedzony całym szeregiem niepotrzebnych dywagacji.

          Wydaje mi się, że autorka chciała napisać coś na miarę Larssona i „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet”. No właśnie chciała… ale jednak chyba coś nie do końca wyszło.
          Podsumowując: książka do przeczytania, ale nie jest to arcydzieło gatunku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Styczeń 2018: „Życie na krawędzi” i „Górskie opowieści”

Witajcie.      W tym miesiącu w moim czytelniczym świecie wszystko będzie kręcić się wokół ekstremalnej turystyki górskiej ;). Wszystko zaczęło się w zeszłym roku po przeczytaniu zbioru reportaży Wojciecha Tochmana „Bóg zapłać”, w którym trafiłem na tekst dotyczący Wandy Rutkiewicz. Kim była ta kobieta chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba (a jeśli trzeba to zapraszam do kolejnych testów publikowanych w tym miesiącu). Sam alpinistą bądź himalaistą nigdy nie zostanę, ale po przeczytaniu wspomnianego reportażu, postanowiłem zagłębić się w świat wspinaczy wysokogórskich. Chciałem poznać tych fantastycznych ludzi. Poczuć ich fascynację górami i determinację potrzebną do zdobywania co raz to wyższych szczytów.      Nie wszystkie z książek, które wybrałem do przeczytania w styczniu są ostatniej świeżości, ale wg mnie stanowią dobrą podstawę do zagłębienia się w literaturę tej tematyki. Zresztą, z tego co czuję pozycje związane z szeroko rozumianą...

"Zdobycie Gasherbrumów" - W. Rutkiewicz (red.)

Witajcie.       Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją książki „Zdobycie Gasherbrumów” (Sport i Turystyka, 1979 r.) opracowanej pod redakcją Wandy Rutkiewicz, a dotyczącej pamiętnej polskiej wyprawy w pasmo Karakorum, zrealizowanej w 1975 r. (Wyprawa Kobieca w Karakorum 75, Ladies Himalaya Expedition ). Książkę tę wygrzebałem na jednej z półek Biblioteki Kraków . Książka bardzo szczegółowo opowiada o tym w jaki sposób doszło do zrealizowania pierwszej tak zaawansowanej logistycznie wyprawy narodowej w pasmo Karakorum, jakie były jej cele oraz jak finalnie udało się je zrealizować. W latach ‘60 i ‘70 ubiegłego wieku po raz pierwszy zaczęto poruszać kwestie wspinaczki sportowej realizowanej przez zespoły kobiece. Również w polskim świecie wspinaczkowym ten temat był poruszany co raz śmielej. Sama Wanda Rutkiewicz niejednokrotnie wypowiadała się na temat różnic we wspinaczce w zespole mieszanym (a więc z męskimi partnerami), a wspinaczce w zespole k...

Czy Mallory był Kanadyjczykiem? "Scieżki chwały" vs. "Ponad wszystko"

Witajcie!      Po pierwsze, bardzo przepraszam za prawie miesięczne milczenie. Niestety proza życia mnie dopadła, a w zasadzie terminy tej „prozy” i musiałem zająć się w pierwszej kolejności, sprawami nieco innego kalibru. Prezentowane dzisiaj książki przeczytałem już jakiś czas temu, ale jak wspominałem wcześniej, napisanie recenzji musiałem odsunąć na dalszy plan. Dzisiejsza recenzja będzie trochę inna niż te, które mogliście przeczytać dotychczas na moim blogu. Będzie to porównanie dwóch książek opartych na motywach tych samych wydarzeń.       W szranki stają przed Wami, z jednej strony wydane przez Dom Wydawniczy Rebis „Ścieżki chwwały” autorstwa Jeffrey’a Archer’a, a z drugiej „Ponad wszystko” ( Tanis Rideout ), która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Bukowy Las . Mamy zatem zaprawionego w pisarskim rzemiośle i piszącego o innym Brytyjczyku, autora niezwykle poczytnych powieści. Książki Archer’a cies...